Faza zasadnicza Super Ligi PS4 za nami! Przez 26 kolejek emocjonowaliśmy się rozgrywkami na najwyższym, nie bójmy się tego powiedzieć – światowym poziomie. Ten sezon mienił się nam wieloma wzlotami, ale i upadkami. Chyba każda z drużyn miała w ciągu tych kilku miesięcy wyraźną zwyżkę i obniżkę formy. To podnosiło nam poziom atrakcyjności oraz zaciętości każdego ze spotkań. Konia z rzędem temu, który po połowie rozegranych spotkań, był w stanie poprawnie wytypować tabelę ligową. Jeśli już o tym mowa, to może spójrzmy właśnie na to najbardziej kluczowe zestawienie, najistotniejszy ranking ze wszystkich.

NAJLEPSZYM ZESPOŁEM SEZONU ZASADNICZEGO ZOSTAJE KORONA KIELCE! “Żółto-czerwoni” byli przed sezonem, przez większość osób, typowani jako Ci, którzy mają największe szanse na zajęcie najwyższego miejsca w tabeli. Z Koroną bywało różnie. Potrafili oni zagrać spotkanie, po którym ręce same składały się do oklasków, ale zaraz po nim, z lekkością oddawali punkty niżej notowanym rywalom. Na uznanie zasługuje przede wszystkim duet Bukowski&Pacierz, który zdobył 31 z 50 bramek zdobytych przez najlepszy zespół sezonu zasadniczego. Korona to również zespół z najlepszą defensywą w lidze. Strzelecki zachował czyste konto aż 14 razy, a zespół stracił zaledwie 11 bramek w 26 meczach. Czy Korona była monolitem? Mimo wszystko, uważam, że nie. W spotkaniach, w których zwyczajnie im nie szło, brakowało ducha zespołu. Zaczęto polegać na akcjach indywidualnych, co jak wszyscy doskonale wiemy, na dłuższą metę nie może być pomysłem na odwrócenie losów spotkań. 

No właśnie, jeśli chodzi o odwracanie swoich losów, to nie sposób nie wspomnieć o drugim zespole w tabeli. Euphoria Esports to drużyna, która w połowie sezonu dokonała prawdziwej rewolucji. Aktywność na rynku transferowym przerodziła się w stworzenie istnej bestii, która w tym zestawieniu personalnym przegrała zaledwie raz – w ostatniej kolejce. Euphoria po prostu demolowała rywali, co skutkuje w aż 63 strzelonych bramkach oraz posiadaniu w swoich szeregach najlepszego strzelca oraz asystenta sezonu zasadniczego. Oskar Bielik zdobył aż 23 bramki, a pomógł mu w tym Dawid Pliński, który 16 razy notował ostatnie podanie przy akcjach bramkowych. Czy Euphoria była najlepszym zespołem drugiej części sezonu zasadniczego? Bezapelacyjnie. To właśnie pierwsza część rzutuje na pozycji wicelidera, ale umówmy się – w perspektywie fazy play-off jest to sprawa marginalna. Tak właściwie, chłopaki sami są sobie winni, ponieważ na własne życzenie, w ostatniej kolejce, po mocno średnim spotkaniu w ich wykonaniu, oddali oni fotel lidera Koronie. No cóż, zwycięzca i tak nie został jeszcze wyłoniony, a ja nadal obstaję przy swoim typie. Euphoria wygra fazę play-off. 

Wielkim przegranym drugiej części sezonu jest Optima Illegal Esports, które rozpoczynało ją jako lider, a zakończyło na najniższym stopniu podium, które nie gwarantuje pewnego miejsca w półfinałach play-off. “Nielegalni” zdecydowanie stracili resztki swojego impetu w końcówce sezonu. Już od dłuższego czasu wygrywali skromnie, ale przyznam szczerze – byłem pewien, że to element stylu gry, wyrachowanie, którego wypada im zazdrościć. Teraz jestem zdania, że były to pierwsze zalążki kryzysu. IES posiada najlepszego bramkarza w lidze (Michał Pawlak), ale brakuje im strzelby z prawdziwego zdarzenia, bowiem najbardziej bramkostrzelny zawodnik zanotował zaledwie 10 trafień i to właśnie tu upatrywałbym największej bolączki Illegal. Brakuje im tej przebojowości, którą pokazywała czasem Korona, a bardzo często Euphoria. 

Kolejnym zespołem, który zanotował dość duży dołek pod koniec sezonu jest Polish Vikings Esports. Z nimi jednak jest trochę inaczej. To nadal czarny koń tych rozgrywek, zespół który po falstarcie, zaczął osiągać wyniki ponad stan. Tak przynajmniej nam się wydawało, ponieważ “Wikingowie” zaczęli punktować regularnie, nie dając cienia szans potencjalnie słabszym rywalom. Ta pozycja to przede wszystkim zasługa Bernarda Dogora oraz Adriana Majchrzaka, którzy we dwóch zanotowali aż 42 trafienia, co oczywiście czyni ich najlepszym duetem strzeleckim w lidze. Wtórował im Janicki, który zanotował 10 ostatnich podań przy bramkach PV. Posługując się kalkulatorem, można łatwo policzyć, że Dogor oraz Majchrzak strzelili prawie 75% bramek ze wszystkich, które zdobyli “Wikingowie”. Czy można mówić o niedosycie? Uważam, że nie. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia i takie tam, ale gdyby ktoś powiedział Polish Vikings przed sezonem, że znajdą się w pierwszej czwórce ligi, to czy nie wzięliby tego w ciemno? Ja na ich miejscu bym wziął. 

Zespołem, który nie wykorzystał swojego potencjału, jest w mojej ocenie AVEZ Esport. Jest to bardzo mocno zgrana ze sobą drużyna, z ciekawymi nickami, a także wypracowanym przez lata stylem gry. W obliczu tylu strat punktowych w czołówce, uważam, że “Ośmiornice” stać było na wyższą pozycję w tabeli, ale ich też dopadł wirus. Przez dużą część sezonu, AVEZ nie grało na swoim poziomie. Wyszarpywało zwycięstwa w końcówkach, glupio gubiło punkty. Najlepszym strzelcem zespołu został Jakub Dmochowski, który pokonał bramkarzy rywali aż 12 razy, ale MVP sezonu zasadniczego w piątej drużynie ligi, był w moim mniemaniu Maciej Lewicki, który do 9 bramek dołożył 8 asyst. Nie chodzi nawet czysto o te liczby, tylko momenty, w których je śrubował. To właśnie on zazwyczaj rozstrzygał spotkania w końcówce i w głównej mierze jego zasługą jest, że “Ośmiornice” nie straciły bezpośredniego kontaktu z czołówką. Panowie, szybka zrzuta na dobrą łyche, wysyłka do Nupka i wjeżdżacie w play-offy. 

Ostatnią drużyną, która zamelduje się w play-offach jest Red Wolves. Ta historia była chyba najbardziej dramatyczna ze wszystkich. Po Euphorii, jest to kolejna drużyna zbudowana przed sezonem i przebudowana w jego trakcie. Po straceniu szóstej lokaty w końcówce sezonu, “Wilkom” udało się je odzyskać dzięki pokonaniu wicelidera. Pisałem wcześniej, że ja tego nie widzę. No cóż, to nie ja miałem to widzieć, tylko zawodnicy RW. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą, a Red Wolves jako jedyne znalazło sposób na “nową Euphorię”. Takim spotkaniem udowodnili, że miejsce w kolejnej fazie rozgrywek na pewno im się należy. Największym wygranym jest chyba Bartosz Fedor, który wyrósł na pierwszoplanową postać nie tylko w swojej drużynie, ale i całej lidze i to właśnie w strzelcu 16 bramek w fazie zasadniczej upatruję największą nadzieję sekcji esportowej Widzewa Łódź. 

Gorzki smak porażki musiało przełknąć Wesołych Świąt Esports, które już witało się z gąską, ale niestety musiało się z nią pożegnać, ponieważ mimo wywalczenia 6 miejsca na 3 kolejki przed końcem fazy zasadniczej, nie udało im się utrzymać tej pozycji do końca. “Mikołaje” ulegli Optima Illegal Esports i mimo niesamowicie udanej drugiej części sezonu, nie udaje im się zameldować w fazie play-off. Nie wyszłą ta sztuka również Together Esports, które utrudniło życie Red Wolves, ale finalnie zabrakło im do szóstej lokaty aż 8 punktów, a wyprzedziła ich również XPG Invicta, w której brylował Bartek Piwowski (15 goli). Pierwszą dziesiątkę zamyka Golden Kings, które jako ostatni zespół może być pewny utrzymania w lidze. “Królowie” również przemeblowali swój skład, posilając się zaciągiem zwolnionym w połowie sezonu z Euphorii, co rzutem na taśmę zafundowało im ostatnie bezpieczne miejsce w Super Lidze PS4.

Wchodzimy w strefę niebezpieczeństwa. Pierwszym zespołem, który zawalczy o swój byt jest Orange Squad. OS przez większą część sezonu grało w kratkę, coś ruszyło pod koniec, ale nie prezentowali oni formy, która zafundowałaby im miejsce w pierwszej dziesiątce. Ciekawa jest natomiast sprawa z zespołem, który uplasował się tuż za nimi. Poznańskie Pyry weszły w szeregi PLWK istnym szturmem. Mienili się nam jako bardzo solidny beniaminek, którego defensywa przypominała prawdziwy monolit. Niestety, jak to bywa w przypadku beniaminków, “Poznaniacy” wyhamowali. Druga część sezonu była w ich wykonaniu koszmarnie słaba, co skutkuje dalszą niepewnością o miejsce w Super Lidze. Przedostatnie w tabeli jest PitBulls e-sport, które również zapracowało sobie na swoją pozycję w lidze. Można się zastanawiać, czy akurat na drugą od końca, ale w pewnym sensie, “zasłużyli” sobie na dalszą walkę o utrzymanie. Mieliśmy pewne przebłyski, ale brakowało prawa serii, pewnej konsekwencji, którą wykazało chociażby Golden Kings w rundzie rewanżowej. No cóż, nic nie jest jeszcze stracone, a szanse na utrzymanie nadal bardzo realne. Ostatnim zespołem, który nie wygrał ani jednego spotkania w lidze jest Ice Warriors. IW zgromadziło zaledwie 2 punkty w 26 meczach i bezapelacyjnie byli najsłabszym zespołem w lidze. Play-offy mają jednak to do siebie, że wcale nie są na straconej pozycji. Jest o co walczyć, Panowie! 

Żegnamy się już z fazą zasadniczą, natomiast witamy się ze znacznie większą dawką emocji, z czymś, co będzie chyba najbardziej dramatycznym i zaciętym momentem rozgrywek w całej historii Polskiej Ligi Wirtualnych Klubów. Witamy się z fazą play-off, w której każdy gol jest na wagę złota, a o wszystkim zadecydują najmniejsze detale. Co tu dużo mówić. BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!

[Majkel]