„Jak pójdzie naszym biało-czerwonym orłom na Mistrzostwach Europy?” –  to pytanie zadałem sobie i Wam drodzy czytelnicy w ostatnim programie „Never Alołn”. Po dwóch rozegranych kolejkach grupowych nadeszła pora na wyciągnięcie pierwszych wniosków, i przedstawienie mojego punktu widzenia odnośnie gry biało-czerwonych.

Czas turnieju międzynarodowego zawsze scala scenę, łączy wszystkich zawodników, uwielbiam ten moment gdy wybrzmiewa pierwszy gwizdek sędziego, sygnał który inauguruje występ naszych orłów. Czuję, że wtedy wszyscy „jesteśmy razem” jesteśmy jednością, której nic nie zdoła zatrzymać.  Mistrzostwa Europy to drugi po MŚ najważniejszy turniej międzypaństwowy w wirtualnych klubach, w związku z ostatnimi lekkimi zawirowaniami wokół kadry duża część kibiców jeszcze baczniej przyglądała się poczynaniom naszych reprezentantów na boisku. Po dwóch rozegranych kolejkach grupowych nadeszła pora na wyciągnięcie pierwszych wniosków, i przedstawienie mojego punktu widzenia – zapraszam.

Piątek 8 maja, godzina 22.30, stadion narodowy pękał w szwach! Komplet publiczności! Zdało się odczuwać w powietrzu wielkie podekscytowanie, zniecierpliwienie i ogromny głód kibiców, którzy pragnęli zobaczyć 11 pewnych siebie, nieustraszonych, orłów! Orłów z pomysłem na grę, orłów zgranych, grających z polotem i finezją, do tego zabójczo niebezpiecznych i do bólu skutecznych.

Naszym przeciwnikiem w meczu otwarcia była reprezentacja San Marino. Założenia taktyczne, o których rozmawiałem z selekcjonerem kadry – Piotrem Sochoniem, wydawały się być solidnie przemyślane, zastanawiałem się jak będzie z ich realizacją. W końcu nasza kadra nie rozegrała defakto żadnego oficjalnego sparingu, pojawiała się więc lekka niepewność ale i ogromna ciekawość!
Biało-czerwoni szybko rozwiali wszystkim wątpliwości, i co najważniejsze wybili reprezentantom San Mariono z głowy plan o wywiezieniu jakiejkolwiek zdobyczy punktowej z naszej twierdzy! Od początku spotkania zaatakowaliśmy przeciwnika wysoko, piłka świetnie krążyła między Polakami, na efekty i pierwszy wybuch radości na trybunach czekaliśmy zaledwie do 12 minuty! O ile ze strzałem Fedora bramkarz rywali jeszcze sobie poradził, o tyle nasz drugi napastnik poszedł za strzałem w kierunku bramki, i wpakował futbolówkę do siatki rywali! Na trybunach niosło się gromkie „Dmochowski!Dmochowski!” – to właśnie Jakub, zawodnik występujący na co dzień w Avez dał nam prowadzenie w tym spotkaniu. 27 minuta – spore zamieszanie w polu karnym przyjezdnych, chłodną głowę i odpowiedni przegląd sytuacji zachowuje nasza druga armata –Bartosz Fedor, który pakuje piłkę pod ladę bramkarzowi, który w tej sytuacji nie miał najmniejszych szans na skuteczną interwencję!
Na nasze nieszczęście San Marino również potrafi grać w piłkę, dowiedli tego jeszcze przed przerwą – znakomite podanie z prawego skrzydła, które trafiło wprost pod nogi napastnika naszych rywali, ten wykazał się sporymi umiejętnościami, skontrował piłkę i umieścił ją w bramce Pawlaka. Był to pierwszy i jedyny strzał przeciwników w tej odsłonie spotkania.

Druga odsłona spotkania to ciągłe ataki naszej reprezentacji, najlepszą okazję na podwyższenie wyniku miał Pliński, ale tym razem dobrze zachował się golkiper. San Marino nie przeprowadziło w zasadzie żadnej groźniejszej i składnej akcji w drugiej połowie. Nadszedł wyczekiwany końcowy gwizdek, i wszyscy mogli wznieść ręce w górę, świętowaliśmy zwycięstwo w meczu inauguracyjnym! Polska – San Marino: 2-1! Pierwszy krok wykonany! Czas na mecz rewanżowy!

Jeśli ktoś myślał, że na wyjeździe zagramy inaczej lub zmienimy swój styl gry to był w ogromnym

błędzie! Narzuciliśmy swój styl gry gospodarzom, pierwszą dogodną sytuację do otwarcia wyniku miał Pliński, jednak znów przytomnością między słupkami popisał się bramkarz San Marino, ale co się odwlecze to nie uciecze! Znakomita wymiana podań między naszym tercetem ofensywnym – Pliński, Dmochowski, Fedor dała nam prowadzenie w tym spotkaniu! Ręce same składały się do oklasków! Chwilę później asystujący przy bramce Fedora Dmochowski znalazł się w znakomitej sytuacji, jednakże goniący go obrońca uniemożliwił mu oddanie strzału faulując naszego napastnika – sędzia wskazał na wapno! Do piłki podszedł sam poszkodowany. Pojedynek nerwów lepiej zniosła najjaśniejsza postać w ekipie San Marino – bramkarz, który w świetnym stylu obronił egzekwowany przez Kubę rzut karny. Atakowaliśmy do samego końca spotkania, jednak wynik już się nie zmienił, co w konsekwencji pozwoliło nam dopisać sobie kolejne 3 punkty!

Po pierwszej serii spotkań Polacy z kompletem zwycięstw, przede wszystkim z bardzo przyjemną dla oka grą przewodzą w grupowej tabeli! Dobra robota! Brawo dla selekcjonera i brawa dla chłopaków, którzy jego pomysł potrafili wcielić w życie.

 

Wczoraj 14 maja, o 22.30 podjęliśmy rękawice w walce z kolejnym grupowym rywalem jakim była reprezentacja Ukrainy. Do meczu przeciwko niebiesko-żółtym przystępowaliśmy jednak w nieco odmiennym zestawieniu, w porównaniu do poprzedniej kolejki. Oczywiście formacja pozostała bez zmian, jednak na boisko wybiegły nowe, ale zarazem stare twarze. W linii pomocy zamiast Kamila Niedzieli wystąpił Maciej Lewicki, a duet Dmochowski-Fedor zastąpiła dwójka Bukowski-Sochoń.
Tak jak w przypadku pierwszej potyczki w fazie grupowej, pierwsze z dwóch spotkań rozgrywane było na stadionie narodowym, na którym za kadencji popularnego „Jagi” nie straciliśmy nawet punktu!
Ukraińcy w przeciwieństwie do poprzedników wyszli na boisko z większą werwą i odwagą. Starali się zakładać wysoki pressing, i odbierać piłkę już na naszej połowie. Taki sam plan na zaskoczenia rywali ułożył nasz selekcjoner, Polacy również doskakiwali przeciwnikom do gardeł i nie pozwalali swobodnie wymieniać piłki rywalowi. Obraz pierwszej części spotkania biorąc pod uwagę takie założenia taktyczne mógł być tylko jeden – wymiana ciosów! Polacy prezentowali się w tej bezpardonowej wymianie lepiej, niestety dla biało-czerwonych brakowało lepszych decyzji w rozegraniu, więcej odwagi w podejmowaniu decyzji – próby częstszych uderzeń na bramkę, lub po prostu szczęścia. Kapitalną i zarazem jedyną 100% okazję w pierwszej części spotkania zmarnował Sochoń. Świetnie zagrał bez piłki, dostał podanie na nos od Plińskiego, ale problemy z opanowaniem piłki spowodowały to, że podczas oddawania strzału tracił równowagę, i w efekcie zamiast skierować piłkę do siatki, strzelił w bramkarza. Przez całe spotkanie biliśmy głową w mur, w mur który wydawał się być do pokonania, zniszczenia. Niestety uderzenia w owy ukraiński mur były wyprowadzane zdecydowanie zbyt rzadko, brakowało im albo mocy albo precyzji. Rywale wywieźli z naszej twierdzy jeden punkt, o ile na początku starali się grać ryzykownie, to później postanowili przejść do skomasowanej obrony, Polacy byli często podwajani, mocno zagęszczony obszar w okolicy szesnastki okazał się nie do sforsowania. 0-0 i spory niesmak na trybunach, wszyscy widzieli, że Ukraina raczej nie może zagrozić naszej bramce, Michosz  w tym spotkaniu był bezrobotny, niestety w ofensywie zagraliśmy poniżej oczekiwań.

Drugi mecz rozgrywany na wyjeździe, był znakomitą szansą do udowodnienia, że strata punktów jaką niewątpliwie był remis u siebie, była jedynie łutem szczęścia gospodarzy rewanżowego spotkania.
Pierwszy sygnał alarmowy pod naszą bramką rozbrzmiał już w 2 minucie, po ciekawej akcji Ukraińcy

zmusili do interwencji Pawlaka. Mając w głowie to, że grają u siebie zdecydowali się mocniej zaatakować, co okazało się być wodą na młyn naszych Orłów. Kontratak okraszony indywidualną akcją w polu karnym zainicjowaną Plińskiego, sfinalizował Sochoń, od 20 minuty prowadziliśmy jedną bramką! Kilkukrotnie było gorąco w naszym polu karnym, głównie z naszej winy. Często niedokładnie wyprowadzaliśmy piłkę, albo wsadzaliśmy się na tak zwanego „konia” i robiło się nieciekawie. Nadeszła końcówka pierwszej połowy drugiego spotkania…i mówiąc kolokwialnie „wylało się”. Wybicie piłki z piątki, do skrzydła, zgranie do środka – klasyka, na to musimy być zawsze przygotowani. Kapitalny QW-acz po przekątnej, zła interwencja Kowalskiego, idealne sklejenie piłki i wykończenie przy słupku z chirurgiczną precyzją – tak się to robi. Ukraina – Polska 1:1.
63 minuta, rzut rożny – znakomicie przygotowany, wytrenowany schemat przyniósł efekt! Kowalski zgrywa do Sochonia, który daje Polakom prowadzenie! To jest to Panowie! Na to wszyscy czekamy, tak jak mówił selekcjoner, skupia się na stałych fragmentach, wiem że były mocno trenowane, na efekty trzeba było chwilę poczekać, ale było warto! Kowalski zrehabilitował się szybko. Nasze ataki nabierały polotu, zaczęliśmy grać na luzie, z fantazją – czyli tak jak oczekiwali tego kibice. W 70 minucie powinniśmy zamknąć to spotkanie, Bukowski znalazł się oko w oko z bramkarzem, huknął niesamowicie mocno, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się idealnie na linii bramkowej, od eksplozji radości na licznie zapełnionej trybunie gości oddzieliły nas centymetry. Stałe fragmenty przygotowywali na to spotkanie również nasi rywale, którzy w końcówce spotkania rozegrali w zaskakujący sposób rzut wolny, ale pewną interwencją między słupkami wykazał się Pawlak.
2-1 – takim wynikiem zakończyło się nasze czwarte grupowe spotkanie! Ukraina zdobyta!

Kilka słów na gorąco po spotkaniach z Ukrainą – Patryka Bukowskiego:
„Uważam że spotkania były całkiem niezłe w naszym wykonaniu, niestety pierwszego z nich nie udało się wygrać. Jednak optymizmem może napawać fakt, że mecze były przez nas prawie w pełni kontrolowane. Spora w tym zasługa środkowych pomocników – Nupka i Pjeruna, którzy zanotowali bardzo dobre występy. Niestety brakło nieco przekonania i bezpośredniości w atakach, co przełożyło się na małą ilość akcji bramkowych, ten aspekt moim zdaniem należy poprawić przed kolejnymi meczami.”

Selekcjoner kadry – Piotr Sochoń podsumował dotychczasowe zmagania swoich podopiecznych w ten sposób: „Szkoda straconych punktów w spotkaniu z Ukrainą, rywal nie dał nam rozwinąć skrzydeł murując się we własnym polu karnym. A co do San Marino, myślę że zagraliśmy bardzo dobre spotkania, i to tylko brak skuteczności zadecydował o tak niskiej ilości bramek z naszej strony, rywal grał otwarta piłkę i został zniszczony”

Nie będę teraz pompował balonika, i nosił chłopaków na rękach po 4 meczach, które dały nam 10 punktów. Stwierdzam natomiast to, że gra reprezentacji może się podobać, brakło niewiele do uzyskania kompletu oczek. Wyglądamy na zgrany zespół, mamy konkretny pomysł na grę i swój styl konstruowania ataków, jesteśmy pewni w obronie, i za to wszystko ukłony, doceniam Waszą pracę chłopaki! W moich oczach najjaśniej na boisku błyszczy gwiazda Dawida Plińskiego jest mózgiem akcji ofensywnych, zagrywa znakomite piłki i to jemu przyznaję tytuł MVP! Brawo!
Może martwić natomiast to, że zdarzają się błędy, bardzo rzadko – ale jednak, tego typu pomyłki mogą być bardzo kosztowne, i tragiczne w skutkach, dlatego musimy się ich wystrzegać a najlepiej całkowicie je wyeliminować. Szkoda zmarnowanego karnego, szkoda że strzeliliśmy tylko jedną bramkę po stałym fragmencie – ponieważ okazji do tego było więcej, jednak wszyscy wiemy, że to nie jest takie proste do wykonania. Z optymizmem patrzę w przyszłość, jestem przekonany że awansujemy z grupy z pierwszego miejsca. Najlepszą okazją do udowodnienia tego, że to my rozdajemy karty będzie kolejne spotkanie. Staniemy naprzeciwko reprezentacji Kazachstanu. Z tego miejsca zapraszam wszystkich do kibicowania biało-czerwonym, spotkanie odbędzie się w niedzielę 17 maja o godzinie 22.30. Do zobaczenia na narodowym! #NANICH

[NEVER]