1 i 2 marca rozgrywane były mecze trzeciej oraz czwartej kolejki Super Ligi Polskiej Ligi Wirtualnych Klubów. Zespoły powoli pokazują swoje prawdziwe oblicza. W niektórych przypadkach oczekiwania przedsezonowe daleko odbiegają od obecnej formy. Na szczęście liga jest długa, i każdy zespół ma czas by poprawić swoją grę, oraz dostosować taktykę do gry rywali, o której można już coraz więcej powiedzieć. Powoli dostrzegam, kogo zjadły nerwy na początku, kto nie znajduje się w optymalnej formie, kto nie jest w rytmie meczowym i wyraźnie musi popracować na treningach. Mamy pierwsze sensacje i zaskoczenia! Ale po kolei….

3 kolejka:
Ice Warriors – Red Wolves (1:2) – Czerwona latarnia ligi podejmowała na własnym stadionie Widzewiaków, którzy byli sporym zaskoczeniem pierwszych kolejek sezonu. Bardzo szybko bo już w 4′ piłkę do siatki Wilków skierował Hajski, było to pierwsze ligowe trafienie IW w tym sezonie. Na ich nieszczęście rozzłościli wyraźnie Red Wolves, i na odpowiedź czekaliśmy zaledwie 4 minuty – Grabka na 1:1. W 23′ zabójczo skuteczny był  Sebastian Magrowski, a piłkę jak na tacy wyłożył mu strzelec bramki na remis. Komplet punktów jedzie do Łodzi!

Euphoria Esports – Wesołych Świąt (2:2) – Faworytem tego spotkania według ekspertów była Euphoria, która otworzyła wynik spotkania już w 10′. Szybko strzelona bramka prawdopodobnie spowodowała rozluźnienie w ich szeregach, i w zaledwie 9 minut zostały wyprowadzone dwa ciosy, oba autorstwa Michała Bobaka, przy trafieniach asystował lewy pomocnik WŚ – Mateusz Chrzanowski – znakomita współpraca tej pary, brawo! Mecz był niesamowicie wyrównanym widowiskiem, wydawać by się mogło, że Wesołych Świąt nie zostawi prezentu na stadionie Euphorii i zabierze punkty ze sobą, jednak w doliczonym czasie gry w odpowiednim miejscu znalazł się Wiktor Ładosz, i doprowadził do remisu. Była to bardzo wyrównana batalia.

Orange Squad – Polish Vikings (0:2) – Przed meczem Pomarańczowi skazywani byli na pożarcie, i na ich nieszczęście przewidywania się potwierdziły.  Tym razem Vikingowie byli bezlitośni. Barbarzyńcy bardzo szybko otworzyli wynik spotkania, kontrolowali spokojnie jego przebieg, a gdy nadarzyła się kolejna okazja wyprowadzili zabójczy cios. Autorem obu ran został Dogor!

Korona Kielce – Poznańskie Pyry (2:0) – Mecz bez większej historii. Chociaż piłkę do siatki Poznaniaków udało się skierować Koroniarzom dopiero w drugiej połowie, to zrobili to dwukrotnie w przeciągu trzech minut, czym zamknęli spotkanie. Patryk Bukowski okazał się koszmarem Poznańskich Pyr, którym nie można odmówić walki i zaangażowania, czego dowodem są aż 3 żółte kartki które otrzymali fani Lecha.

Illegal Esports – Pitbulls Esport (6:0) – Kandydaci do gry o tytuł nie pozostawili beniaminkowi cienia złudzeń, wytknęli Pitbulom wszystkie błędy i pokazali miejsce w szeregu. 13 strzałów – 10 celnych – 6 bramek – bardzo dobra skuteczność. Obrońcy Optimy w tym spotkaniu mogli czuć się bezrobotni, ponieważ PE oddało zaledwie 1 strzał przez 90 minut. Bramki dla Nielegalnych zdobywali: Kacper Kobielski – 3 (to drugi w tym sezonie hattrick w lidze, pierwszy autorstwa Pietrasika z Korony Kielce), Bartosz Fedor – 2, Kamil Niedziela (kapitan) – 1.

Invicta Gaming – Together Esports (3:0) – Zawodnicy IG potwierdzili, że ich stadion to bardzo niewygodny teren i po raz kolejny fani Invicty mięli powody do radości – komplet oczek dopisany do dorobku, stadion twierdzą nie do zdobycia! W tej kolejce bramki padały błyskawicznie, tak samo było w przypadku tej rywalizacji. Rywali napoczął w 3′ Krzysztof Pituła, niestety na kolejne trafienia trzeba było czekać do końcówki spotkania gdy w 80′ prowadzenie podwyższył Dulko, a wynik spotkania ustalił Piwowski, który asystował przy poprzednich trafieniach – Bartek to zdecydowanie MVP spotkania. Niepokojące dla ekipy Together może być to, że nie udało im się oddać na bramkę rywali ani jednego celnego uderzenia.

Golden Kings – Avez Esport (1:4) – Cóż to było za spotkanie! Rycerze bronili się dzielnie przed skomasowanym atakiem Avez do 36′. Ataki gości nie ustępowały nawet na moment, ale do przerwy wynik spotkania się nie zmienił. Nie wiem co w przerwie swoim zawodnikom przekazał kapitan zespołu, ale wyszli zdecydowanie zbyt agresywnie nastawieni, co poskutkowało bezpośrednią czerwoną kartką dla Macieja Bątora, od 67′ rycerze walczyli w osłabieniu. Taki doświadczony zespół jak Avez potrafił to odpowiednio wykorzystać i podwyższyć wynik spotkania minutach: 68 oraz 80. Pomimo gry w dziesięciu Rycerze pokazali prawdziwy charakter i udało im się zdobyć honorowe trafienie w 90′, najsprytniejszy okazał się Robert Białecki. Rycerze ruszyli do ostatniego natarcia by poprawić wynik spotkania, ale lepiej w końcówce zachowali się przyjezdni i w doliczonym czasie meczu ustalili wynik spotkania za sprawą Artura Kozłowskiego.

Trzecia kolejka, bez większych zaskoczeń! Od razu można zauważyć, że sporo bramek padało w pierwszych i ostatnich minutach spotkań. Zawodnicy muszą popracować nad koncentracją do samego końca, a kapitanowie powinni dwa razy sprawdzić, czy ich podopieczni „wyszli z szatni”. Szybko stracona bramka, od razu ustawia mecz, podcina skrzydła, a wszyscy wiedzą jak ciężko odrabia się straty na tak wysokim poziomie.

 

4 seria spotkań:

 

Poznańskie Pyry -Illegal Esports (1:0) – Tak, zgadza się, tym razem nie popełniłem błędu! To nie jest żadna usterka, nie przecierajcie monitorów! Beniaminek sensacyjnie ogrywa u siebie Vce lidera! Wielka niespodzianka! Nikt, dosłownie nikt na nich nie stawiał! Nasi influencerzy biją się w pierś! A Poznaniacy świętują drugie w tym sezonie zwycięstwo na własnym stadionie, drugie odniesione różnicą jednej bramki. Bohaterem spotkania prawy pomocnik Poznańskich Pyr Krzysztof Marciniak!

Together Esports – Ice Warriors (2:0) – Wojownicy obyci z chłodem niestety marzną w dole tabeli, są jedynym zespołem który nie zdobył punktu w tym sezonie. Jest to niewątpliwie trudny orzech do zgryzienia dla sztabu IW, muszą bardzo szybko zmienić swoją grę, bo w innym przypadku mogą niechlubnie zapisać się w historii PLWK. Na pochwałę natomiast zasługują chłopaki z Together, którzy po porażce z Invictą szybko oczyścili głowy, zdołali się podnieść i ograć bez większych problemów niżej notowanego rywala. Maciej Jedynak ustrzelił dublet w tym spotkaniu!

Avez Esport – Invicta Gaming (1:0) – Zespoły grające na podobnym poziomie, obyte z ligą. To mogło zapowiadać bardzo wyrównany spektakl, i niewątpliwie tak też było. Solidna gra w obronie, mnóstwo odbiorów, neutralizowanie ataków rywala, mała liczba celnych strzałów. Zawodnicy obu ekip doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że szalę zwycięstwa na swoja stronę można będzie przechylić wykorzystując chociażby jedną sytuację. Zwycięstwo Avez dał ich nowy nabytek – Piotr Sochoń, znany z występów w ekipie OIE. Znakomitym ruchem było ściągnięcie do zespołu tak doświadczonego i bramkostrzelnego napastnika! Jak widać transfer już się spłaca!

Euphoria Esports – Golden Kings (4:0) – Euphoria nie pozostawiła złudzeń rycerzom, i odprawiła ich z kwitkiem, znów wracają do domu na tarczy! Niestety dla sympatycznych i walecznych rycerzy to spotkanie nie mogło skończyć się inaczej, jeśli po raz kolejny nie potrafią oddać celnego strzału w spotkaniu. Dziury w szykach defensywnych beniaminka wykorzystali: dwukrotnie Bielik, Kaczmarek oraz Ładosz.

Pitbulls Esport – Orange Squad (1:1) – Przed meczem zdania na temat wyniku końcowego były mocno podzielone. Każda z drużyn miała swoich zwolenników, natomiast mało kto obstawiał w tym spotkaniu remis, a własnie takim wynikiem zakończyło się to starcie. Serwery tego dnia, tak jak w ostatnim czasie płatały figle graczom, z powodów technicznych połączenie stracił jeden z zawodników Pomarańczowych, co okazało się dla nich zbawienne, bo to właśnie Pan Bot zanotował pierwsze trafienie w tym spotkaniu – 16 minuta. Pitbule jak mają to w swoim DNA od razu rzucili się na rywali próbując odrobić straty, kibice na efekt czekali do 39′ prowadzenie gościom odebrał Piotr Ziejewski, do którego piłkę kapitalnie dograł Bartosz Sikora. Pomimo gry z botem, przewagę mięli przyjezdni, niestety nie udało im się tego udokumentować, dlatego obie ekipy musiały podzielić się punktami.

Polish Vikings – Wesołych Świąt (4:1) – Ktoś kto spojrzy na wynik, stwierdzi że mógł to być mecz jednostronny, ale wbrew pozorom spotkanie było bardzo wyrównane. Statystyki strzałów, posiadania piłki, odbiorów czy przejęć były niemalże identyczne. Zdecydowanie lepsi w finalizacji akcji okazali się Vikingowie, chociaż przegrywali w tym spotkaniu od 26′ (Dmochowski), to zdołali swoją zadziornością, uporem i przede wszystkim skutecznością udowodnić swoją wyższość nad Mikołajami. Topory PV obijały sanie w 43, 45, 51 oraz 67 minucie, najcelniej obrażenia zadawali Janicki, Majchrzak oraz dwukrotnie Dogor.

Korona Kielce – Red Wolves (5:0) – Pojedynek Koroniarzy z Widzewiakami określany był jako hitowe starcie, mecz przyciągnął przed odbiorniki ogromną liczbę fanów, której dużą część stanowili sympatycy gości. Faworytem tego starcia były „scyzory” jednakże piłka wielokrotnie pokazywała nam, że to co na papierze nijak ma się do tego co na murawie. Pierwsza odsłona tego spotkania to dość wyrównana gra, lekko szarpana, nikt nie chciał pierwszy popełnić błędu. Niestety dla Widzewiaków w ich szyki obronne wkradło się zamieszanie, a takie sytuacje z zimną krwią wykorzystuje tak klasowy zespół jak Korona…Efekt? Pacierz kieruje piłkę do bramki Kolczyńskiego. Żółto-czerwoni na prowadzeniu od 21 minuty. Takim wynikiem zakończyła się również pierwsza połowa spotkania, żadna z ekip nie stworzyła sobie 100% okazji. Kibice spodziewali się równie wyrównanego widowiska w drugiej odsłonie, niestety albo stety było zgoła odmiennie. One Man Show rodowitego Kielczanina! Krzysztof Pacierz upokorzył Widzew w tym spotkaniu aż pięciokrotnie! Szczególnie czwarta bramka mogła podobać się kibicom, można porównać to trafienie do bramki na 2:0 autorstwa Euzebiusza Smolarka w meczu z Portugalią z 2006 roku. Siatka została niemalże rozerwana, a pajęczyna zdjęta z rogu bramki! Znakomicie podawał Sebastian Pietrasik, który zanotował w tym spotkaniu 3 asysty. Widzew zdecydowanie musi poprawić grę w obronie, a co do Korony, no cóż….jeśli dalej będą utrzymywać tak wysoką formę, to ten sezon może zostać okraszony kolejną potrójną, lub nawet poczwórną koroną.

Po czterech kolejkach pierwsze miejsce zajmuje Korona, która odskakuje od rywali pierwszy raz w tym sezonie, na ten moment na dwa punkty. Koroniarze wygrali wszystkie rozgrywane do tej pory spotkania. W środku tabeli spory ścisk, i minimalne różnice punktowe. W dole tabeli prawdopodobnie na stałe zadomowili się zawodnicy Orange Squad, Golden Kings oraz Ice Warriors. Już w najbliższą niedzielę 5 kolejka Super Ligi PLWK! Zapraszamy!

[NEVER]